czwartek, 31 marca 2011

Małyszomania, czyli koniec wielkiej ery

        Autor: Wortal Turystyczny PL


 Mijając wille oferujące pokoje do wynajęcia, w spokojnym, górskim miasteczku nikt nie czuje nadmiernej ekscytacji. Styczeń - zimowy dzień chłodzi policzki dzieci idących z plecakami do szkoły. Kilka aut na obcych numerach na nikim nie wywiera wrażenia. 



   O konkursie skoków narciarskich młodzież dowiaduje się dopiero w szkole, gdy nauczyciele odwołują ostatnie lekcje, aby zabrać wszystkich na Wielką Krokiew.
Na miejscu, osamotnieni skoczkowie są już w trakcie pierwszej serii skoków. Roześmiane, rozkrzyczane dzieci sprawiają, że skoczkowie przestają czuć się samotni.
I tak mijały lata, do czasu, gdy na rozbiegu pojawił się chudziutki, skromny jak żaden inny, fenomen polskiego narciarstwa - Adam Małysz.
Zakopane eksplodowało euforią współzawodnictwa, a aplauz dla wyczynów młodziutkich mistrzów nie słabnie już od ponad dekady. Dla uczniów nie ma już miejsca na terenie Wielkiej Krokwi. Turnieje co rok gromadzą coraz większe rzesze fanów. Pensjonaty, hotele, restauracje, pokoje do wynajęcia pękają w szwach. Zakopane zdobyło jeszcze jeden okres zimowych żniw.
Narastająca liczba turystów i kibiców skoków narciarskich stała się jedną z przyczyn rozbudowy miasta. Dobra koniunktura wsparła budownictwo. Powstawały i powstają co raz to nowe budynki oferujące pokoje do wynajęcia, rosną miejsca zakwaterowania od najwyższych standardów hoteli po najbardziej malowniczepensjonaty w Zakopanem.
Miejsc noclegowych nie brakuje nigdy.
Jeden człowiek. 'Orzeł z Wisły' umieścił Zakopane na mapie świata. Nigdy dotąd nikt nie zrobił dla tego miasta tak dużo.
Władze miejskie wyrażają swoją wdzięczność na wiele ciekawych sposobów, a pomysłowości nie brakuje. Skoki narciarskie dały Adamowi nie tylko sławę światową, ale także uczyniły go właścicielem gruntów na Gubałówce ' coś do tej pory niespotykanego.
Tak niespotykanego jak sam Adam Małysz. Nasz Adam.
U końca kariery nie sposób przypomnieć sobie tych wszystkich momentów, w których serce biło szybciej. Kiedy cała Polska wstrzymywała oddech, a Adam spokojnie poprawiał zapięcia siedząc u szczytu rozbiegu.
"Niosłeś na nartach całą Polskę, a lądowałeś najdalej ze wszystkich!" - nigdy Ci tego nie zapomnimy, nie przestaniemy być wdzięczni.
Jesteś wzorem dla wielu Polaków - ambicja, odporność na stres i skromność uczyniły Cię wielkim człowiekiem. I takim Cię zawsze zapamiętamy. I nigdy nie przestaniemy Ci dopingować.

Artykuł pochodzi z serwisu http://artykuly.com.pl

wtorek, 29 marca 2011

Mourinho: Nie czekam na potknięcie Barcelony

      Autor: bysiu82


Po meczu z Rancingiem trener Realu Madryt Jose Mourinho dał znowu popis swojej arogancji i głupoty. Sugerując, że Barcelona powinna kończyć mecz w 10, a że w jej meczach dzieją się "dziwne rzeczy", jest to kolejny dowód na to że Portugalczyk nie potrafi przegrywać, a winnych szuka wszędzie tylko nie w swojej drużynie, zwalając winne na sędziów czy na innych trenerów, którzy przyjeżdżając na Camp Nou nie walczą tylko się podkładają. 



Co do pracy sędziów, Jose miał na myśli dwa ostatnie mecze Barcelony, kiedy to z Valencią według niego sędzia powinien odgwizdać spalonego, a w meczu z Saragossą Katalończycy zasłużyli na grę w 10. Patrząc obiektywnie na te spotkania to w pierwszym meczu spalony Alby był tak samo jak półtora tygodnia wcześniej spalony Alvesa z Bilbao. Tylko że w tym meczu powinien być podyktowany jak byk karny na Messim. Co do meczu z Saragossa to jeśli Barcelonie należała się czerwona kartka, to przy stanie 2:0 kiedy to Keita strzelił prawidłową bramkę.
Mourinho nie potrafi przegrywać, dlatego nigdy nie będzie się mógł równać z Guardiolą niespotykanie skromnym człowiekiem. Już nawet samych działaczy klubu ze stolicy zaczyna już trochę drażnić postawa swojego trenera, który sprawia żę wizerunek klubu zaczyna tracić w oczach innych klubów i szkoleniowców. Na pewno dalej go boli przegrana 5:0 na Camp Nou która była jego największą w historii, widać to za każdym razem kiedy komentuje mecze Barcelony zarzucając, że sędziowie pomagają jej, trochę pokory panie Mourinho.
Może i jest dobrym trenerem ale wnosząc do ligi hiszpańskiej swoje prostackie zachowania, sprawił że jest w niej więcej spisków, oskarżeń i dziwnych domysłów.
Z niecierpliwością czekam na kwiecień i pojedynki z Realem, gdyby Barcelonie udało się dwa razy wygrać (w co głęboko wierze) jestem ciekaw na co wtedy winne zwaliłby Mourinho.

Artykuł pochodzi z serwisu http://artykuly.com.pl

Tomasz Adamek - pięściarz jakich mało

    Autor: Teken


Tomasz Adamek, niemal jak dawni czempioni, wędrował z niższych kategorii do wagi ciężkiej, tylko po to aby sprostać nowym wyzwaniom i zostać mistrzem wszechwag. Dziś już rzadkością jest taka postawa bokserów. Tomasz Adamek daje jednak inspirację innym, i przypomina lata świetności boksu, kiedy to na ringu walczyli prawdziwi wojownicy, często dużo mniejsi od swoich rywali. 


Tomasz Adamek, jeszcze 3 lata temu walczył w wadze półciężkiej, w której limit wynosi niecałe 80 kg. W tej kategorii wagowej walczył przez pierwszych 8 lat swojej kariery. W 2005 roku zdobył pas WBC w tejże kategorii, po niezwykle twardej i zaciętej walce pokonał Paula Briggsa. Okazało się, że Polak wykazał się niezwykłym hardem ducha i wolą zwycięstwa, gdyż od 2 rundy walczył ze złamanym nosem. Już wtedy było wiadomo, że Adamek jest bokserem z krwi i kości, że jest prawdziwym wojownikiem i póki stoi na nogach, dąży do zwycięstwa. Taka postawa w dzisiejszym boksie jest co raz rzadsza.

Tomasz Adamek, po dwóch obronach pasa WBC, stracił go w walce ze znakomitym Chadem Dawsonem, z którym walka wyraźnie mu nie szła. Przed pojedynkiem miał problemy żołądkowe, i co raz bardziej doskwierało mu to, że musi się wręcz głodzić, aby zmieścić się w limicie kategorii półciężkiej. Po porażce Polak zdecydował się na odważny krok, mianowicie przejście do kategorii junior ciężkiej, zwanej też cruiser, gdzie limit wagowy wynosi 90,7 kg. W przeciwieństwie do pozostałych kategorii wagowych gdzie różnice między niższą i wyższa są nieduże, tu ta różnica jest ogromna, bo aż 11 kg. Adamek podjął ryzyko i już po dwóch walkach na przetarcie zmierzył się z niezwykle groźnym pięściarzem i byłym mistrzem tej wagi O'Neilem Bellem. Adamek zdał egzamin, i swoim boksowanie spowodował, że Amerykanin poddał się po 8 rundzie.

W kolejnej walce Adamek walczył już o mistrzostwo z najlepszym w owym czasie pięściarzem kategorii junior ciężkiej Stevem Cunninghamem. Mimo przekładającego się terminu walki i zaburzeniu cyklu treningowego, Adamek wyszedł do ringu pewny swego zwycięstwa. Tak też uczynił, w trakcie walki 3 razy położył na deski swego rywala, choć sama walka była zacięta i wyrównana. Jako drugi Polak zdobył mistrzostwa w drugiej kategorii wagowej( pierwszy był Dariusz Michalczewski). Waleczny Polak został uznany najlepszym bokserem tej kategorii wagowej, co potwierdził w dwóch kolejnych walkach, które rozstrzygną przed czasem. I wtedy "Góral" zdecydował się na krok, na który niewielu pięściarzy by się zdecydowało, mianowicie postanowił przejść do wagi ciężkiej.

Takie wędrowanie z wagi do wagi jest w dzisiejszym boksie praktycznie niespotykane, szczególnie w tych najcięższych kategoriach. Dawniej owszem, bokserzy byli prawdziwymi fighterami i mimo słabszych warunków fizycznych chcieli rywalizować z najcięższymi, choćby: Ezzard Charles, Floy Patterson czy Bob Foster. Jedynym pięściarzem, który w dzisiejszych czasach nie bał się takich wyzwań był znakomity Roy Jones jr. I mimo wielu krytycznych głosów, Adamek zdecydował się na przejście do wagi ciężkiej, i w pierwszej walce pokonał samego Andrzeja Gołotę - symbol polskiego boksu i wagi ciężkiej.

Wielu nie dowierzało, że skromnie zbudowany Adamek, na tle ponad 100 kilogramowych przeciwników, będzie mógł walczył jak równy z równym. Ale się mylili. Adamek w kolejnych walkach pokonał Jasona Estradę, Chrisa Arreolę i Michaela Granta, na tle którego wyglądał jakby nadal walczył w wadze półciężkiej. I jedynie w ostatniej walce fachowcy dawali mu pewne zwycięstwo. Tomasz Adamek ma mentalność prawdziwego mistrza, pewność siebie i wiarę w swoje umiejętności, co w tym sporcie jest bardzo ważne. Tomasz Adamek nie kalkuluje, wychodzi do ringu z każdym, i chce go pokonać.

Gdyby 3 lata temu pokazać braciom Kliczko z kim będą w przyszłości walczyć, zapewne tylko by się uśmiali, a przecież dziś na 90% do takiej walki dojdzie. I trudno sobie wyobrazić aby dziś jakiś czempion wagi półciężkiej zdecydował się na taki krok co "Góral", trudno spodziewać się od mistrzów wadze cruiser, że przejdą do wagi ciężkiej, aby walczyć o najważniejszy tytuł w boksie zawodowym. Dziś pięściarze zdobywają jakiś pas, i razem z promotorem pilnują go jak oka w głowie, aby przypadkiem nie walczyć z kimś silnym i go nie stracić.

Tomasz Adamek w dzisiejszym boksie, który przeżywa kryzys, jest wyjątkiem, tacy pięściarze zdobywają serca kibiców. Adamek porywa się na większych i cięższych rywali niczym dawni legendarni czempioni, a walki swoje wygrywa sprytem i wolą zwycięstwa. Jak sam mówi on jest od boksowanie, i nie boi się walczyć z nikim. Jest twardy psychicznie, co można zauważyć gdy patrzy w oczy swojemu rywalowi. Pięściarz z Gilowic ma szansę przejścia do historii nie tylko polskiego boksu, ale też światowego, zdobywając jako jedyny bokser w historii mistrzostwo w wadze półciężkiej, junior ciężkiej i ciężkiej. Czy tak się stanie? Tego nikt nie wie, ale z całą pewnością nie jest to wykluczone.

Artykuł pochodzi z serwisu http://artykuly.com.pl



Czy Wisła Kraków zdobędzie Mistrzostwo Polski?


Autor: DeViL1990



Wiele ostatnio mówi się o tym, kto będzie MP w piłce nożnej. Kandydatów jest kilku, ale aktualnie najbardziej realnym jest krakowska Wisła. Czy jednak po odpadnięciu z pierwszoligowym Podbeskidziem i w zasadzie szczęśliwym remisie z Polonią Bytom jest w stanie utrzymać swoją pozycję? 


Są osoby, które twierdzą, że mistrzostwo zdobywa się meczami z teoretycznymi pewniakami o tytuł. Ja jednak jestem innego zdania. Mistrzostwo zdobywa się w meczach z teoretycznie słabszymi przeciwnikami. Co z tego, że np. Wisła wygra z "pewniakami" do mistrzostwa jak nie będzie mogła sobie poradzić z walczącą o utrzymanie drużyną? Mistrzostwo zdobywa się we wszystkich kolejkach sezonu.
Uważam, że jeżeli gracze Wisły będę grali każdy mecz z dużym zaangażowaniem to jak najbardziej są w stanie zdobyć MP. Choć patrząc na ich ostatnie wyczyny, a mianowicie obrony to wygląda to katastrofalnie. Na takie błędy może choć też nie powinna sobie pozwolić drużyna "okręgówki", a nie lider Ekstraklasy. 18 straconych bramek w 19 meczach to słaby bilans, bo prawie bramka w każdym meczu. Mizernie to wygląda. Trochę lepiej wygląda sprawa z liczbą strzelonych bramek, ale 29 goli, mimo iż najwięcej w lidze też nie powala. Mówi się, że najpoważniejszymi kandydatami do MP w tym momencie obok Wisły są Jagiellonia i Legia. Jednak z całym szacunkiem dla Legii to jak drużyna, która ma ujemny bilans bramkowy i aż 8 porażek w lidze (do tej pory) może zdobyć mistrzostwo? Wiele osób powie, że liga się wyrównała. Też jestem takiego zdania. Tylko szkoda, że najlepsze drużyny zrównały się z tymi z dołu tabeli. Jeżeli chodzi o Jagiellonię Białystok to mimo tego, że dobrze zaprezentowała się w ostatnim meczu z Lechem nie myślę, aby zdobyła mistrzostwo. Po odejściu Grosickiego to nie ta sama drużyna. "Franek" się snuje po boisku nie mając z kim grać. Nikt z drużyny nie rozumie go tak, jak to robił Grosicki. Nie można jednak skreślić tej drużyny w walce o tytuł.
Jeżeli chodzi o poznańskiego Lecha to mało prawdopodobne jest, aby włączył się w walce o mistrzostwo. Jednak dla liderującej drużyny warto przypomnieć poprzedni sezon, gdzie "pewna" tytułu Wisła sama sobie go odebrała.
Sprawa mistrzostwa nadal nie jest przesądzona, aczkolwiek jest jeden poważny kandydat do tytułu. Jedno jest pewne. Mimo słabego poziomu końcówka sezonu będzie interesująca. Czy w końcu MP awansuje do upragnionej LM? Tego nie wiemy, ale warto przytoczyć słowa trenera aktualnego lidera, Roberta Maaskanta, który powiedział, że w tym składzie na LM raczej szans nie ma.
Kto zdobędzie MP? Liderująca Wisła? Goniąca Jagiellonia czy Legia? A może nieobliczalny Lech? Nie warto jednak zapomnieć o dwóch rewelacjach tego sezonu, czyli Lechii i Śląskowi. Czeka nas wiele emocji w walce o mistrzowski tytuł. :)

Artykuł pochodzi z serwisu http://artykuly.com.pl

Czy Kubica mógł zostać Mistrzem Świata w tym sezonie?

Zaczęło się wielkie ściganie! Wiem za wcześnie na jakiekolwiek wnioski czy podsumowania,ale wyścig w Australii nasunął mi to pytanie, co by było gdyby...? 



Nie wiem, jak Wy,ale uważam,że to trzecie miejsce Pietrowa w Melbourne,to także wielki sukces Roberta, wyobrażam sobie co czuł Polak patrząc, jak dobrze sprawuje się bolid Lotus-Renault, w końcu tylko on wie ile w tym jego zasługi, jak dla mnie to jego udział w konstrukcji tego bolidu oceniłbym na 40%. Kto choć trochę interesuje się F1 wie, jak Kubica dba o każdy szczegół,że wszędzie go pełno, musi wszystko wiedzieć, interesują go wszystkie najmniejsze detale,a wszystko po to,by po wyścigu nie miał sobie nic do zarzucenia.
Gdy patrzyłem jak Rosjanin, który w zeszłym roku niezbyt radził sobie z poprzednią wersją bolidu rodem z Francji, świetnie poczyna sobie na torze,czułem i żal i zadowolenie. Z jednej strony cieszyłem się,że praca całego teamu i oczywiście Kubicy przynosi efekty. z drugiej zaś smutek,że to nie Robert.Jestem pewien,że gdyby nie ten feralny wypadek Polak walczyłby o tytuł.Emocje byłyby dużo większe, bo w końcu dostał taki bolid, który został zrobiony od zera pod niego, w którym mógł być najszybszy.
Trudno, stało się,co się stało. Wierzę,że Polak wróci na tor jeszcze w tym sezonie,że wygra wyścig w tym roku, a przyszły będzie należał do niego! W tym już nie zdąży, ale w następnym będzie Mistrzem Świata!
Jeszcze jedno. bardzo podobał mi się gest Heidfelda, któremu wyścig nie wyszedł oraz menedżerki Pietrowa i całego zespołu. Oni też wiedzą ile zasługi Kubicy jest w tym sukcesie podczas pierwszego wyścigu.


http://mehanikkspostsport.blogspot.com
Artykuł pochodzi z serwisu http://artykuly.com.pl

niedziela, 27 marca 2011

Bieganie z naturą za pan brat

    Autorem artykułu jest Nestor


Bieganie może kojarzyć się z ludźmi truchtającymi po utwardzanych drogach czy pięknie brukowanych chodnikach. Ale czy to, że na takich "śieżkach biegowych"  mijamy sportowców to znaczy, że wyłącznie tam się poruszają? Odpowiedź brzmi-NIE! Jest wielu ludzi, którzy za "plac treningowy" obrali sobie polne czy leśne ścieżki  



Można by zadać pytanie dlaczego właśnie tam, czy nie lepiej i przyjemniej jest biegaćpo utwardzanym, ciągnącym się kilometrami asfalcie czy bieżni wokół stadionu? Oczywiście, że niektórym bardziej to odpowiada. Są także formy treningowe, jak  np. rytmy, do których takie podłoże jest nawet wskazane. Jest jednak szerokie grono, które nade wszystko woli czyste łono natury. Dlaczego tak się dzieje? A no powodów jest wiele. Niektórzy poprostu chcą uciec od zgiełku i szumu, szukając swojej oazy treningowej z daleka od szydzących laików. Inni pragną odciążyć swoje stawy lub oddychać czystym powietrzem. Jeszcze inni poprostu kochają treningi w naturalnym środowisku. No i nie należy zapominać o biegaczach, którzy mają poprostu  takie założenia planu treningowego (crossu raczej nie zrobimy między blokami;))
Trening-no tak, to może odbywać się w terenie, ale zawody to już tylko biegi uliczne, no bo jak inaczej...Nic bardziej mylnego! Istnieją takie rodzaje zawodów biegowych, takie sporty, w których to natura, a nie dzieło rąk drogowców,gra pierwsze skrzypce. Są to np. biegi górskie, biegi przełajowe czy mało znane w naszym kraju biegi na orientację. Te ostatnie jako arene sportową wykorzystują las (nie tylko drogi czy ścieżki). W sporcie tym chodzi o to, aby w jak nakrótszym czasie odnaleźć punkty kontrolne, które zaznaczone mamy na specjalnie przygotowanej mapie topograficznej( przeważnie skala 1:10000 lub 1:15000). Więcej na temat tych dyscyplin z pewnością znajdziemy na stronach poświęconych bieganiu lub stronie polskiego związku jeśli chodzi o tą ostatnią dyscyplinę.
Artykuł pochodzi z serwisu http://artelis.pl

Andrzej Gołota - ocena kariery bokerskiej

       Autorem artykułu jest Krzysztof Borowik


Po przegranej z Tomaszem Adamkiem, Andrzej Gołota już chyba zakończył swoją przygodę z boksem. Być może wróci jeszcze na jakąś pożegnalną walkę, ale nie zmienia to faktu, że można pokusić się o krótkie podsumowanie jego kariery, i tego kim dla kibiców boksu jest jego sylwetka.



Andrzej Gołota, to nazwisko zna chyba każdy, nawet jeżeli się nie interesuje boksem. Kariera naszego pięściarza, który przez lata dawał nam sporo emocji( choć nie zawsze pozytywnych), praktycznie już się skończyła. Opinii o Gołocie i jego Andrzej Gołota - ocena kariery bokerskiejkarierze jest tyle, co jego kibiców i oponentów. Jedni twierdzą, że Andrzej Gołota to legenda polskiego boksu i najlepszy polski bokser zawodowy w historii, inni zaś, że Gołota to kompromitacja polskiego boksu zawodowego. Gdzie leży prawda, i kto ma rację? Pokuszą się o krótką analizę jego kariery bokserskiej, i tego dlaczego zdania o naszym rodaku są tak podzielone i odmienne.
Przypomnijmy, że Gołota to utytułowany bokser amatorski, był 4-krotnym Mistrzem Polski, Mistrzem Europy Juniorów, a uwieńczył to wszystko brązowym medalem olimpijskim, co jest zawsze przypominane. Ale nie ekscytowaliśmy się Gołotą podczas jego walk amatorskim, a zawodowych. Więc zostawmy dorobek amatorski na boku i stwierdźmy, że jako amator Andrzej był bardzo dobrym bokserem w skali światowej. Przejdźmy do kariery zawodowej. Na ringach zawodowych Gołota zdobył..nic. Po tym stwierdzeniu można zaraz przyznać rację jego oponentom, którzy do tego faktu dorzucają jeszcze kompromitujące porażki Polaka, to jak się poddawał i  przegrywał w pierwszych sekundach w ważnych walkach. To wszystko prawda. Więc dlaczego Gołotę nazywa się legendą polskiego boksu zawodowego, dlaczego dla niektórych Gołota jest symbolem boksu zawodowego i uważają go za wybitnego boksera? Odpowiedź jest krótka – bo tak w rzeczywistości jest. Andrzej Gołota otworzył polskim kibicom wrota do zawodowego boksu z najwyższej półki, pokazał coś o czym tylko słyszeli. To za sprawą Gołoty jedna czwarta Polski wstawała o 4 z rana, żeby obejrzeć transmisje „live” prosto z USA - z wielkich gal bokserskich. Nic nie zmieni tego, że Gołota to pierwszy Polak, który walczył o zawodowe mistrzostwo w królewskiej wadze ciężkiej, ba i to za czasów Lennoxa Lewisa, Mika Tysona i Evandera Holyfielda. Dziś wiemy, że Gołota walczył z jednymi  największych bokserów wagi ciężkiej, bo tak są nazywani wcześniej wymienieni pięściarze. Takich emocji, takich wrażeń nie da się zapomnieć, nawet jeżeli Andrzej tych walk nie wygrał. Ale jest wiele bokserów, którzy przeszli do historii boksu, nie dlatego, że byli wybitnymi czempionami, ale dlatego, że stoczyli parę niezapomnianych walk, nawet jeżeli przegranych. Właśnie takim bokserem jest Gołota. Jego walki z Riddick’iem Bowe, czy tego chcemy czy nie, przeszły do historii boksu, nie tylko polskiego ale i światowego, jako jedne z najbardziej emocjonujących w wadze ciężkiej lat 90-tych. Pierwsza skończyła się totalna bijatyką w ringu i poza nim, a emocje przy drugiej sięgały zenitu, i okazała się brutalną potyczką jakiej od dawno nie widziano. Niema znaczenie, że walki skończyły się jak się skończyły, ba nawet to nadaje im jeszcze większego smaczku. Do tych walk długimi latami będzie się wracać . Przeciwnicy talentu Andrzeja Gołoty wypominają, że został on sławny po zaledwie dwóch i to przegranych walkach. Ale taki jest właśnie boks, poza tym nasz rodak stoczył jeszcze parę walk, które wygrał, choćby tą krwawą jatkę z Coreyem Sandersem, gdzie w kroplach krwi znajdowali się nawet ludzie wokół ringu, a jeden z dziennikarzy stwierdził, że tak krwawej rundy jeszcze nie widział. Był nieobliczalnym pięściarzem, żaden bokser nie mógł go lekceważyć, wiedział, że może łatwo wygrać w pierwszej rundzie lub stoczyć twardy 12-rundowy bój. Zgodzę się, że Gołota nie był wybitnym bokserem zawodowym w skali światowej, ale był co najmniej dobrym. Stoczył dobre walki o mistrzostwo z Chrisem Byrdem i Johnem Ruizem.  Oczywiście trzeba przyznać trochę racji oponentom, Gołota nie miał psychiki mistrza, przegrywał swoje walki jeszcze przed wejściem do ringu. Ale nie za to kibice Gołoty go kochają, Gołota będzie zawsze utożsamiał polski boks zawodowy,  zawsze będzie tym „pierwszym” w wielu aspektach, a wszystko co pierwsze jest niezapomniane i niepowtarzalne. Czy tego chcemy czy nie, Andrzej Gołota jest, i zawsze będzie legendą polskiego boksu zawodowego.
Artykuł pochodzi z serwisu http://artelis.pl