wtorek, 12 kwietnia 2011

Naukę pływania najlepiej rozpocząć od dzieciństwa

         Autorem artykułu jest Li Li


Są takie umiejętności, które dużo prościej można nabyć mając z nimi do czynienia już od najmłodszych lat. Jest tak z uczeniem się języka obcego, ale również tak samo dzieje się z nauką pływania


Wiedząc o tym, warto więc wysłać naszą latorośl na basen już od chwili skończenia przez nią trzeciego roku życia. Dobrze jest także wcześniej uczęszczać nawet z niemowlakiem na basen, by mógł on ćwiczyć swą ruchliwość i w ten sposób się rozwijać.
            Zajęcia na basenie dla dzieci oferuje wiele tego typu miejsc. By móc odnaleźć propozycje zajęć warto skorzystać z wyszukiwarki internetowej, umieszczając w niej frazę „nauka pływania” (wpisując właściwą dla naszego miejsca zamieszkania nazwę miasta). W ten sposób będziemy mogli sprawdzić w jakie dni tygodnia i w jakich godzinach odbywają się ćwiczenia na basenie oraz ile one kosztują.
            Najważniejsze jest to, by nauka pływania przynosiła naszemu dziecku wiele radości i satysfakcji. Musi ono czuć, że robi postępy i być za to chwalone. Dlatego też wyszukując odpowiednich zajęć pod kątem kursów pływania trzeba zwracać uwagę na wykwalifikowanie kadry oraz warunki, jakie występują na danym obiekcie basenowym. Musimy mieć pewność, że nasze dzieci będą na takich zajęciach bezpieczne, ale poza tym osoby je prowadzące powinny tak nauczać, by odbywało się to w miłej atmosferze, gdzie pomyłki dzieci nie będą wyśmiewane ani wyszydzane.
            Warto także sprawdzić ofertę, jaką proponują obozy sportowe dla dzieci. Mogą one okazać się doskonałym pomysłem na spędzenie ferii zimowych. Podczas takich wyjazdów istnieje możliwość nauki pływania, ale także szkolenie pod względem narciarskim. Dodatkowo, na tego typu obozach dzieci zasypywane są wieloma innymi atrakcjami, takimi jak liczne gry i zabawy oraz zwiedzanie pięknych miejscowości górskich.
            Pływanie rzeźbi sylwetkę, poprawia kondycję i zdrowie, dlatego w trosce o dziecko warto nauczyć je tego rodzaju ruchu jak najwcześniej.

Artykuł pochodzi z serwisu http://artelis.pl



















niedziela, 10 kwietnia 2011

Czy Tomasz Adamek zostanie Championem Światowego Boksu?

Autor: Andrzej K.

Tomasz Adamek  najlepszy obecnie polski bokser, o wspaniałej technice, szybkości i dynamice, stoi przed historyczną szansą, jaką dał mu los. Adamek jako pierwszy polski bokser w historii może zostać mistrzem świata w „królewskiej kategorii wagowej”, jeżeli tylko udowodni swoją wyższość  w walce ze starszym z braci Kliczko – Witalijem. Walka ta ma się odbyć w  Polsce 10 września na stadionie we Wrocławiu.



Zanim jednak Tomasz Adamek skrzyżuje rękawice z ukraińskim mistrzem, wcześniej musiał pokonać w ringu „Kolosa” z Irlandii Kevina McBridea, odnosząc swoje 44 zwycięstwo w zawodowej karierze, a szóste w wadze ciężkiej. Pojedynek z McBridea-em był dla naszego zawodnika tylko jednym z etapów przygotowań do wrześniowej walki z Kliczko, a „Góral” w dobrym stylu i jak przystało na przyszłego mistrza, pokazał rywalowi, „gdzie jest jego miejsce w szyku”, wygrywając wysoko na punkty.
Tomasz Adamek zapytany o zbliżającą się wielkimi krokami walkę z Witalijem Kliczko (42-2, 39 KO) odparł: „Zdobycie tytułu mistrza świata wagi ciężkiej byłoby zwieńczeniem mojej kariery. Na pewno nie będzie łatwo, lecz ja Góral z Gilowic nie mam przecież nic do stracenia. Zawsze wychodzę na ring żeby wygrać, bo to jest przecież moja praca. Z pewnością McBridea to nie to samo co Kliczko, natomiast moim atutem jest szybkość i właśnie na niej muszę bazować”.
Adamek swoim stylem walki przypomina trochę Evandera Holyfilda, z czasów kiedy ten walczył jeszcze w wadze juniorciężkiej, który, podobnie jak jego wielki poprzednik, boksuje bardzo dobrze technicznie, jest szybki i dynamiczny, zawsze bardzo dobrze przygotowany do każdej walki, jest zawodnikiem z charakterem. Innym ważnym elementem wyróżniającym Adamka na tle innych bokserów jest to, że podczas każdej walki cały czas myśli i dostosowuje swój plan taktyczny do sytuacji w ringu.
Tomasz Adamek to kolejny polski sportowiec, który ma szansę dołączyć do grona największych współczesnych  mistrzów światowego sportu, takich jak: Adam Małysz, Justyna Kowalczyk czy Robert Kubica.
Myślę, że ten skromny i obdarzony wielkim sercem do walki, „Góral z charakterem” jest w stanie nam wszystkim udowodnić, że zasługuje na tytuł Championa Boksu.

piątek, 8 kwietnia 2011

George Foreman, czyli niemożliwe nie istnieje

       Autor:Krzysztof Borowik 


Jest wielu sportowców, którzy zadziwili świat i niespodziewanie osiągneli wielki sukces. Niewątpliwie jednym z nich jest legendarny bokser George Foreman.



Niemożliwe nie istnieje! Tak można skwitować karierę bokserską niesamowitego George’a Foremana. Po tym jak zdobył złoto olimpijskie i przeszedł na zawodowstwo, wydawało się, że nikt go nie powstrzyma przed zdobyciem mistrzostwa wśródcareer-foreman13-201x300zawodowców i podbiciem wagi ciężkiej. I tak było! Ogromna siła, ale i talent sprawiały, że Foreman był nie do zatrzymania. Nokautował kolejnych rywali z dziecinną łatwością,  a gdy w końcu stanął do walki o mistrzostwo wagi ciężkiej, zrobił to samo z faworyzowanym Joe Frazierem – jednym z najlepszych ciężkich w historii boksu. „Big George” aż 6-krotnie posyłał Fraziera na deski , i to w przeciągu dwóch rund. Świat bokserski przecierał oczy ze zdumienia, bo tak miażdżącej przewagi w walce o mistrzostwo nie widziano od dawna. Przeciwko takiej sile nikt się nie mógł przeciwstawić, nikt z wyjątkiem geniusza boksu – Muhammada Alego. Ale wówczas nawet jemu nikt nie dawał szans. Przegrał walki z pięściarzami, których George Foreman wręcz zdemolował. Ale w słynnej walce w Afryce, wbrew przewidywaniom, to Muhammad Ali wygrał i odrodził się jak feniks z popiołów. Foreman nie mógł tego zrozumieć - został pokonany przed czasem mimo, że to on na papierze powinien to zrobić z Alim. Długo nie mógł się pozbierać, a po kolejnej porażce, w wieku 28 lat zakończył karierę.
Powrócił do boksu 10 lat później w 1987 roku mając 38 lat! Nikt go wtedy nie traktował  poważnie, otłuszczony i wolny Foreman, stopniowo nabierał formy bez problemu nokautując kolejnych rywali. Za nim ludzie zrozumieli, że George nie żartuje mówiąc, że chce zdobyć mistrzostwo, minęło trochę czasu. Stoczywszy od powrotu 24 walk, z czego 23 wygranych przed czasem, w 1991 roku zmierzył się z Evanderem Holyfieldem o miano niekwestionowanego mistrza świata wagi ciężkiej. Pierwsza próba nie była udana i Foreman przegrał na punkty, z jak się okazało, przyszłym równie wybitnym pięściarzem. Ale Foreman się nie poddawał i 1993 roku po raz drugi zawalczył o pas mistrzowski - tym razem z Tommym Morrisonem(znanym z występu w filmie „Rocky V”). Niestety i tym razem młodość wzięła górę. Gdy już nikt nie wierzył w sukces czterdziesto-kilkuletniego Foremana, ten ponad rok później  dokonał niemożliwego.  W trzeciej walce o mistrzostwo po powrocie na ring, znokautował pogromcę Holyfielda - Michaela Morera.  Wszyscy przecierali oczy ze zdumienia, „Big George” przez większość walki był obijany i nic nie wskazywało na to, że ta sytuacja się zmieni, a jednak w 10 rundzie zdołał raz celne trafić Moorera i było po walce. Blisko 46- letni bokser pobił za jednym razem kilka rekordów. Stał się legendą jakich mało, zdobył mistrzostwo w dwóch bokserskich epokach, w których roiło się od świetnych pięściarzy. George Foreman to idealny przykład na to, że upór i dążenie do celu może popłacić nawet jak nikt w Ciebie nie wierzy.

Artykuł pochodzi z serwisu http://artelis.pl

Lotus Renault GP i Formuła 1 małymi krokami, tuż tuż..

        Autor: zawa799


Lotus Renault GP -  nowa nazwa zespołu Roberta Kubicy. Lotus zwiększył swój udział w Formule 1 stając się tytularnym sponsorem oraz udziałowcem zespołu, który będzie się nazywał teraz Lotus Renault GP Team. 



Lotus nie ukrywa że w tym sezonie liczy na podstawową jazdę w czołówce F1 i chce wygrać w najbliższym sezonie, zaprezentowanym bolidem w kolorze czarno - złotym podczas targów motoryzacyjnych w Anglii.
Tak więc wraca barwa bolidu z późnych lat 70-tych i 80-tych gdzie Lotus odnosił największe sukcesy a czy za tym pójdą sukcesy, w tym roku zobaczymy?
Wiadomo że zespól Lotus Renault GP zmienił licencję na której będzie startował w tym roku. Do tej pory ekipa Bouliera ścigała się korzystając z francuskiej licencji wyścigowej, ale teraz będzie dysponować brytyjską licencją.
Jeżeli Robert Kubica wygra któryś z wyścigów, to po Mazurku Dąbrowskiego kibice zamiast Marsylianki wysłuchają hymnu brytyjskiego - "God Save The Queen".
Renault w F1, zmienia swój charakter i jako producent skupi się na dostarczaniu technologi i jednostek napędowych do trzech zespołów ( Lotus Renault GP, Red Bull Racing oraz 1 Malaysia Racing Team).
Kontrakt podpisany przez obie firmy, przewiduje współpracę przez najbliższych siedem lat.
Rozkład jazdy na sezon 2011 składa się w dwudziestu wyścigów. Sezon rozpoczyna zaplanowany na 27 marca wyścig o GP Australii. Finał zmagań odbędzie się 27 listopada na torze Interlagos w Brazylii. Dwie rundy na razie widnieją w kalendarzu warunkowo - chodzi o wyścigi w Chinach oraz Indiach. W obu przypadkach wszystko zależy do uzyskania przez tory w Szanghaju i New Delhi homologacji FIA. Tradycyjną wakacyjną przerwę zaplanowano po rundzie na Węgrzech, która odbędzie się w dniach 29-31 lipca.

Kalendarz mistrzostw świata Formuły 1 w 2011 roku

27 marca GP Australii
10 kwietnia GP Malezji
17 kwietnia GP Chin
8 maja GP Turcji
22 maja GP Hiszpanii
29 maja GP Monako
12 czerwca GP Kanady
26 czerwca GP Europy
10 lipca GP Wielkiej Brytanii
24 lipca GP Niemiec
31 lipca GP Węgier
28 sierpnia GP Belgii
11 września GP Włoch
25 września GP Singapuru
9 października GP Japonii
16 października GP Korei
30 października GP Indii
13 listopada GP Abu Zabi
27 listopada GP Brazylii

Kierowcami bolidu R31 są Robert Kubica i Rosjanin Witalij Pietrow oraz zastępujący tymczasowo Kubice Nick Heidfeld w Stajni LOTUS RENAULT GP TEAM. 
  
"Tym samochodem chcemy wygrywać" - powiedział Boulier. 


Artykuł pochodzi z serwisu http://artykuly.com.pl

Sparingi przed EURO 2012

          Autor: mehanikk


Jakość sparingów naszej reprezentacji w piłce nożnej to bardzo poważny problem na nieco ponad rok przed najważniejszym turniejem w historii występów polskiej kadry. 



Mołdawia, Litwa, wkrótce Gruzja. Z całym szacunkiem dla tych krajów, ale czy to odpowiedni dobór rywali dla drużny, która będzie współgospodarzem turnieju, wobec której są tak duże oczekiwania.
Dla polskiej drużyny każdy mecz, który rozegraliśmy lub rozegramy był i będzie jak mecz o punkty, niestety dla naszych rywali to tylko mecze towarzyskie, w których mają okazję do testowania ustawień taktycznych, sprawdzenia piłkarzy rzadziej grających w meczach o punkty. Taki już los gospodarzy turniejów mistrzowskich, nie jesteśmy pierwsi i nie ostatni, którzy w ten sposób przygotowują się do Euro. Nasz problem polega na doborze sparingpartnerów, których kontraktuje nam w imieniu PZPN firma SportFive. Wiadomo, że ciężko znaleźć dobrego rywala w terminach FIFA, nie mówiąc już o terminach nieoficjalnych.
Kadrze Franciszka Smudy w sezonie 2010/11 udało się dotychczas zagrać z dwiema może trzema klasowymi drużynami na osiem spotkań, a nie zapowiada się, aby miało być lepiej, na dodatek były to drużyny z poza Europy, więc grające trochę inny futbol niż ten który będzie grany na Euro.
Dużo lepiej na naszym tle wypada nasz współgospodarz Ukraina, gdy my graliśmy z Kamerunem, to nasi sąsiedzi z Holandią, my z Ekwadorem, oni z Brazylią, my z Litwą, oni z Włochami, do tego zagrali jeszcze ze Szwecją, czyli oprócz Brazylii z którą każdy chce grać, potrafili zakontraktować naprawdę solidnych rywali.
Przed nami w czerwcu mecz z Francją, niestety będzie on rozegrany poza oficjalnym terminem FIFA, czyli wielce prawdopodobne, że wystąpią w mocno rezerwowym składzie, gdyż wcześniej rozegrają dwa spotkania, jedno o punkty, a drugie, co ważne, ale dla naszych sąsiadów, właśnie z Ukrainą, będzie to mecz w terminie FIFA.
Dopiero we wrześniu na otwarcie Stadionu Narodowego zagramy z Niemcami, to spotkanie zweryfikuje poziom naszej reprezentacji i dowiemy się, czy te przygotowania i dobór przeciwników, były słuszne, czy były po prostu niewypałem.
Jeszcze jedna sprawa, która nie daje mi spokoju, to miejsca, w których rozgrywaliśmy dotychczas spotkania. Większość z nich to wyjazdy za granicę, a ja się pytam po co? Jest tyle pięknych nowych stadionów w Polsce, gdzie można promować naszą piłkę, w końcu to na naszych stadionach będziemy rozgrywać mecze na mistrzostwach. Przyszłoby mnóstwo kibiców, bo nie każdy dostanie bilet na mecze turniejowe.
Został rok z małym okładem, w którym miejscu jesteśmy, tego nawet trener Smuda pewnie nie wie, oby nie zakończyło się to wielką katastrofą.

Artykuł pochodzi z serwisu http://artykuly.com.pl

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Kontuzje - jak ich uniknąć?

         Autor: Paweł Wilk


Każdy z nas, jakiegokolwiek sportu by nie uprawiał, jest narażony na kontuzje, zwłaszcza przy dzisiejszym trybie życia. Jednak normalne i odruchowe jest dążenie do pozostania zdrowym.



Łapiąc kontuzję czy też popadając w chorobę, nie zdajemy sobie sprawy co tak naprawdę z nami się dzieje. Tym czasem cały proces rozpoczyna się w naszych głowach. Nikt nie jest idealny i choćby nie wiem jak się starał, każdy z nas popełnia błędy. Podczas gdy limit ich popełniania się wyczerpuje, dostajemy odpowiedź w postaci choroby, która jednocześnie jest uosobieniem naszych negatywnych myśli.
Zajmijmy się teraz problemem na przykładzie tytułowych kontuzji. Należy tu bowiem rozróżnić przyczynę i skutek. Zwykle bowiem skupiamy się na leczeniu objawów, czyli wywołanego już chorobą skutku (skręconą kostkę okładamy lodem, smarujemy maścią itp.). Gdybyśmy jednak zwrócili uwagę na przyczynę np. nieodpowiednie rozgrzanie, trening „na siłę”, przecenienie swoich umiejętności na wczesnym etapie, moglibyśmy osiągnąć znacznie lepszy efekt. Jeżeli eliminujemy sygnał obronny jaki daje nam organizm, tj. ból, nie eliminujemy kontuzji czy też choroby, a jedynie ją popieramy. Godzimy się na jej warunki, oddajemy inicjatywę byle tylko ukoić ból jakimiś środkami, które na dobrą sprawę tylko chorobę pogłębiają.
Przyczyna i zarazem klucz do rozwiązania kłopotu tkwi w świecie myśli. Nie jest przypadkiem, że osoba chora jest smutna. I ilekroć widzimy ją smutną i rozmawiającą cały czas o tym złym stanie, tyle razy będziemy ją widzieli tak samo, a nawet jeszcze bardziej przygnębioną następnego dnia. Kontuzje i choroby wywołane są właśnie przez negatywne myśli. A skoro już myśli stają się przyczyną, to można sobie wyobrazić jak bardzo sprzyjające dla choroby jest dalsze dumanie o negatywach.
Aby zostać w pełni wyleczonym każdy musi zrozumieć przyczynę swojej niedyspozycji. Tak samo jak nikt nie zmusi drugiej osoby do rozwoju duchowego, tak też nikt nie zrozumie za nią jej problemu. Rozumienie przyczyny zamyka drogi choroby do wejścia w nasz organizm oraz dalszego ujścia „na zewnątrz”, w postaci naszego cierpienia.
Zatem jeżeli w trakcie treningu zdarzy się kontuzja, skupienie skierujmy najpierw na znalezienie momentu, w którym ona wystąpiła, a potem odszukanie błędu jaki ją spowodował. Dopiero po dogłębnym rozpoznaniu przyczyny przystępujemy do leczenia.

Artykuł pochodzi z serwisu http://artelis.pl

Wrestling - krąg showmenów bez tajemnic

       Autor: Marzenka


Czym tak naprawdę jest wrestling? To pytanie zadaje sobie większość osób wychowanych w dobie ekspansji amerykańskich programów. Odpowiedź nie jest trudna. Wrestling to show w 100% zdane na oglądalność, dlatego bezustannie walczy o przekonanie widza, że to, co ten widzi, dzieje się naprawdę.




To tylko wrestling
Nazwa federacji odpowiedzialnej za organizację turniejów wrestlingowych oraz same nazwy tych turniejów sugerują, że w głównej mierze chodzi o rozrywkę. Federacja zmieniła nazwę z World Wrestling Federation na World Wrestling Entertainment. Ciężko stwierdzić z całą pewnością, czy wrestling to jedynie show bez elementów prawdziwego sportu. Na przykład, cyrk jest miejscem powszechnie znanym z dostarczania rozrywki. Ludzie chodzą do cyrku nie tylko ze względu na przystępną rozrywkę, ale również by podziwiać akrobacje cyrkowców i smutnych żyraf, słoni oraz tygrysów. Wszyscy cyrkowcy to znakomici atleci, jednak stereotypowe myślenie pozwala przypuszczać, że w porównaniu z innymi sportowcami częściej lubią sobie wypić bądź zapalić na śniadanie. Różnica między wrestlingiem i cyrkiem nie jest przedmiotem tego artykułu. Tutaj chodzi tylko i wyłącznie o wrestling i fenomen, jakim stało się to show z pogranicza cyrku i sportu.
Wszyscy uczestnicy turniejów wrestlingowych charakteryzują się mniej więcej doskonałymi sylwetkami: umięśnione ciało, odpowiedni wzrost, szerokie bary, jednym słowem - siłacz. Wrestling jest inny niż normalny sport, ponieważ dopuszcza zawodników o ewidentnie zapuszczonej aparycji. Co ciekawe, w turniejach biorą czasem udział starzy ludzie (przynajmniej z wyglądu). Starzec musi zmagać się z młodszym bez żadnej taryfy ulgowej zarówno dla żółtodzioba, jak i dla dziadygi. Ku zdziwieniu wszystkich widzów, widać niekiedy przewagę starszych nad młodszymi. Często walki są pozornie nierówne nie tylko przez wiek: możemy zobaczyć widowiskową walkę dwumetrowego steryda z najniższym karłem pod słońcem. To ma zwiększyć efekt komiczny. Nierówne walki przyczyniają się do wzrostu oglądalności, ponieważ zespoły reżyserskie odpowiedzialne za przebieg walk dokładają wszelkich starań, aby zmagania na ringu spędzały sen z powiek.

Wrestling rozprzestrzeniony
Forma wrestlingu przeszła wiele zmian. To, co lekko zahipnotyzowani oglądamy dziś w telewizji różni się znacznie od pojedynków sprzed 15 lat. Dziś oglądamy więcej awantur między uczestnikami zanim rozpocznie się walka. Wydają się one ciągnąć w nieskończoność. Ich celem jest kreacja iluzji, jakoby zawodnicy naprawdę pałali do siebie nienawiścią. Wytykanie palcami, wyrywanie mikrofonu, machanie rękami przed twarzą przeciwnika, niszczenie ważnych dla niego przedmiotów, upokarzanie poprzez grożenie pognębieniem, pomawianie - wszystko to znaki generujące wrogość. W rzeczywistości zawodnicy mogą być dobrymi przyjaciółmi. Kto się lubi, ten się czubi.
Przemoc, którą obserwujemy na ringu może być naprawdę przerażająca, ale bez przesady. Miotanie przeciwnikiem, skakanie po nim, gdy ten leży płasko na ziemi, nawalanie jego głową o metalowy narożnik ringu, bodiczeki, duszenie, kopanie leżącego po brzuchu, kopy z wyskoku, plaskacze. Wszystkie z wymienionych praktyk są we wrestlingu na porządku dziennym jak stanie w korku dla osób, które nie potrafią żyć bez auta. Bezustanne walenie pięściami po twarzy, wykręcanie rąk i nóg oraz próby zadania różnorodnego bólu to sceny, które o dziwo nie są dla widza trudne do przetrwania. Gdzieś w głębi jego podświadomości widać jeszcze biały dym rozsądku. Wszystkie z tych brutalnych czynności powinny kończyć się złamanymi lub zmiażdżonymi kośćmi, obfitymi krwotokami z nosa lub rozciętymi łukami brwiowymi i ustami. Jednak nic nie dzieje się wrestlerom poddanym tego typu torturom. Wrestlerzy jadą do domuposerfować online z kilkoma siniakami - to wszystko. Nieszczęśliwe wypadki mieszczą się w granicach błędu statystycznego. Na pytanie, jak to możliwe, nie ma naukowego wytłumaczenia.
Oglądanie wrestlingu w telewizji przypomina oglądanie filmu, w którym nieuzbrojony bohater jedną ręką rozkłada tuzin uzbrojonych po zęby przeciwników. Walka toczy się przez 15 do 20 minut, po czym wyłania się zawsze przepoconego na ciele zwycięzcę, który cieszy się z wygranej. Wrestling ogląda się bardziej ze względu na rozrywkę, a nie zapasy. Jeżeli jesteśmy w stanie bez szemrania zaakceptować zwycięstwo filmowego bohatera, dlaczego nie zaakceptować zwycięstwa wrestlera? W rzeczywistości daleko idąca komercjalizacja zamieniła wszystkie dyscypliny sportu w rozrywkę, a tzw. gwiazdy sportu to nic więcej jak wersje light atletów federacji World Wrestling Entertainment.

Artykuł pochodzi z serwisu http://artykuly.com.pl